Blog > Komentarze do wpisu

Przeklęte nazwisko?

We wczorajszym meczu piłkarze Benfiki przez dłuższą część spotkania praktycznie dominowali nad Barceloną. Spore wrażenie robili gracze ofensywni drużyny z Lizbony, wielu ekspertów zwróciło uwagę zwłaszcza na czarnoskórego Holendra, który bez kompleksów hasał na lewym skrzydle. Ola John, bo tak nazywa się ów jegomość, już od dłuższego czasu obwoływany jest wielką nadzieją holenderskiego futbolu, ale moim zdaniem z fanfarami trzeba się póki co wstrzymać. Dlaczego? Już z spieszę z tłumaczeniem.

Zacznijmy od ciekawostki - życiorys naszego bohatera jest nieco pokręcony. Urodził się on bowiem w Liberii, podobnie jak  jego dwóch starszych braci. W połowie lat 90. stracił ojca, zamordowanego podczas wojny domowej. Wtedy też cała trójka, wraz z matką uciekła z rodzinnego kraju do Holandii, z pewnością te wydarzenia miały wpływ na charakter każdego z braci.

Wróćmy jednak do sedna sprawy, a więc odpowiedzi na pytanie dlaczego trzeba byłoby wstrzymać się nieco z zachwytami nad Olą. Otóż, najstarszy z trójki rodzeństwa - Collins już jako 17-latek debiutował w Twente Enschede, by po 1,5 roku zostać wyłowionym przez Fulham. Jako 19-latek bez kompleksów wkroczył do Premier League. Już po pół roku gry w Londynie zadebiutował w reprezentacji Oranje. Kolejny sezon był jego najlepszym w karierze, w lidze zdobył 11 goli, zostając najlepszym strzelcem The Cottagers, zaś jego bramka w spotkaniu z Middlesbrough zyskała zaszczytne miano "Goal of the Month". Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to, że wkrótce młody Collins zamiast skupić się na grze i treningach, zaczął zajmować się kreowaniem swojego wizerunku - "wielkiej gwiazdy" - w mediach. Efekt był taki, że szybko stracił miejsce w składzie Fulham, zaś wyglądem zaczął przypominać nie piłkarza, a pączka. Próbowano wypożyczeń nawet do Holandii, ale po 2 latach stwierdzono, że nic z tego nie będzie, a Collins rozpoczął wesołą wędrówkę po świecie - od Belgii, po Azerbejdżan i USA. Szkoda, bo mógł być naprawdę dobrym napastnikiem.

Ale dość tej nostalgii - w przypadku kariery Oli Johna trudno nie doszukać się analogii do kariery starszego brata. Podobnie jak Collins, młodszy z braci Johnów krótko grał w rodzimym Twente i dosyć szybko wyjechał do zagranicznego klubu. Równie szybko rozbłysła jego gwiazda, podobne warunki fizyczne (1,80 wzrostu), szybkość oraz dynamika. To co różni go od Collinsa to to, że jest dużo bardziej pracowitym zawodnikiem, nie jest to typ boiskowego egoisty - w ubiegłym sezonie jeszcze jako zawodnik Tukkers, zaliczył aż 6 asyst w Lidze Europejskiej, w tym 3 w spotkaniu z Odense! A czy skończy jak starszy brat? Niewykluczone, że poza boiskiem też mogą być różnymi ludźmi i oby tak było, bo inaczej z tej mąki chleba nie będzie.

czwartek, 06 grudnia 2012, sillardinho

Polecane wpisy